Bestia, kiedy nie ma narodów.

tagshow

3 (2)

3 (2)

us.png

Niebo nad Saharą było krwiście czerwone, roiło się od groteskowych stworzeń poruszających się na skrzydłach podobnych do nietoperzy. Pustynia poniżej była w o wiele gorszym stanie, humanoidalne monstra z zakręconymi rogami wyrastały z kraterów wypełniających krajobraz, mordując wszystkich, którzy nie mieli szczęścia znajdując się na ich drodze, łącznie z ich własnymi krewnymi. Niewielu przedstawicieli ludzkości, którzy uniknęli rzezi, pozostało skulonych i ukrytych w swoich norach, pozostawionych, by czekać na swój niechybny los.

Nagle nad Saharą rozstąpiły się roje, a mroźny wiatr zstąpił na płonącą pustynię. Przez potworne oko burzy zleciała Bestia, a z jej podwozia zwisały dziesiątki potworności.

Bestia przybiera postać samej wojny, zmieniając się w swej furii tak jak my. Tak jak my się jej boimy, tak i ona boi się naszej brutalności.

Bestia była aniołem zemsty, który już dawno upadł za grzechy ludzi.

Przez zniszczony krajobraz bestia spotykała się jedynie z krzywymi uśmieszkami groteskowych kreatur, zbyt głupich, by naprawdę bać się tego, co na nich spoglądało.

Niegdyś najpotężniejsza z sił, szlachetna i okrutna w równej mierze. To my zmieniliśmy ją w takie barbarzyństwo.

Bestia wypuściła salwę za salwą rakiet, które przelatywały po niebie, zalewając pustynię krwią. Chłodne powietrze przesiąknięte było aż nazbyt dobrze znanym metalicznym smrodem. Gdy żywa burza złożona ze skrzydlatych stworzeń rzuciła się na Bestię, by szybko tuzinami zginąć.

To, co nam zadał, było tylko odpłatą za to, co my zadaliśmy sobie nawzajem po dziesięciokroć.

Bestia szybko zauważyła, że burza pocisków została zredukowana do mżawki, a piach poniżej stał się gęsty i zabłocony krwią stworzeń znajdujących się powyżej. Pustynia szybko wypełniła się ogniem karabinów maszynowych, niczym uderzenia piekielnego bębna, a na jego wezwanie odpowiedziała ulewa wrzącego deszczu.

Z tego miejsca wpatrywaliśmy się z przerażeniem w przemoc, która była jego następstwem. Nie zważając na odbicie naszej własnej natury.

Potwory zaatakowały Bestię, niezliczoną ilością pazurów, maczug i szczęk skrobiąc w jej pokrytą szramami powierzchnię. Być może, gdy świat należał do ludzi, taka napaść powaliłaby Bestię. Ale czasy się zmieniły, jak i również Bestia. Zewnętrzny pancerz wzmocniony kośćmi i ścięgnami stawiał czoła atakom i nie ustępował.

Wtedy było łatwo. Zrzucić na nią winę za nasze własne zło, jako na odrębną siłę.

Rogate stwory zaczęły panikować, gdy zdały sobie sprawę, że to już nie jest zwierze, łowca słabych, w którego wierzyli. To była wcielona furia, nieokiełznana i surowa, zdeterminowana, by zrealizować swój ponury cel.

Lecz — w naszej najczarniejszej godzinie, gdy świat płonął pod osłoną wiecznej wojny-

Bestia była nieugięta, a gdy dzień zamienił się w noc, nie było chwili, by miarowy wystrzał Bestii przestał odbijać się echem po krajobrazie. Plugawe roje rozproszyły się pod wpływem strachu i płomieni, padając przed wymierzoną im zemstą.

Tylko wtedy mogła być dokonana prawdziwa zemsta. Odkupienie za nasze grzechy, poprzez Boski wyrok przeciwko tym, którzy chcieli nas zniszczyć. Bestia nie była już potworem, była aniołem wojny.

I kiedy nieliczni pozostali przy życiu uciekali w parną noc, desperacko próbując prysnąć przed szturmem, tylko jedna myśl odbijała się echem w niepojętej świadomości Bestii.

Bo kiedy wszystko jest wojną, nie pozostaje nic innego, jak walczyć o pokój.

— Pisma z Kościoła Bestii

Wojna się rozpoczęła.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License